Planeta Mepli 6/2026, strona 45
Spółka ZOO — recenzja gry ekonomicznej Coconut Salad
Zostań mistrzem zwierzęcej ekonomii
„Bo czy uroczy lisek może być bezwzględnym spekulantem? No dobra… lisek może i akurat tak, ale czy na przykład taka słodka krówka mogłaby manipulować rynkiem? Otóż tak. Mogłaby. I to często z uśmiechem na pyszczku”. Spółka ZOO to projekt Mateusza Kiszły, który za fasadą przyjaznych zwierzątek ukrył – jak pisze recenzent – „drapieżny kapitalizm w najczystszej postaci”. Grę wydał Coconut Salad, a jej sukces na platformie wspieram.to autor przywołuje jako wzór: ufundowała się błyskawicznie i została dostarczona „z godną podziwu punktualnością”.
Tytuł jest przeznaczony dla 1 do 5 graczy, sugerowany wiek 10+, a pudełko podaje czas od niecałej godziny do półtorej – tu recenzent koryguje wydawcę, bo według niego górny limit może wynieść znacznie więcej. Rozgrywka toczy się przez pięć rund, każda podzielona na fazę akcji i fazę rynku. W pierwszej handluje się udziałami lub owocami, lobbuje i spekuluje, w drugiej sprawdza się, „po czyjej stronie stoi los… no i kto lepiej zwęszył rynkową okazję”. Wygrywa gracz z największą liczbą Punktów Chwały.
Najciekawsze mechaniki mają wyraźnie brudne intencje. Lobbowanie to ingerencja w talię spółek – zmieniając kolejność dobieranych kart, wpływa się na los mogący zadecydować o zwycięstwie. Intrygi pozwalają wygryźć innego gracza z konkretnej owocowej spółki, „dzięki czemu można potem bez skrupułów zająć jego miejsce”. Dostępni są też pracownicy, których można najmować, by działali na naszą korzyść lub na niekorzyść rywali, co wprowadza pewną formę asymetrii. Recenzent podkreśla walor edukacyjny: gra „w sposób doskonały uczy, jak działa mechanizm popytu i podaży, czym jest dywersyfikacja portfela inwestycyjnego”, i ćwiczy zarządzanie ryzykiem – lekcja ekonomii lepsza niż niejedne szkolne zajęcia.
Zastrzeżenia są konkretne. Plansze spółek i magazynu są duże, co „wymaga posiadania naprawdę dużego stołu”, a kart jest znacznie więcej niż w typowej grze planszowej – w egzemplarzu recenzenckim wykonane starannie, ale dość delikatne, więc na dłuższą metę mogą się zużyć. Ogrom tekstu na kartach może być niewygodny dla nowych graczy i wydłuża partię, a karta leżąca daleko wymusza nachylanie się nad stołem, przy którym „nietrudno trącić kubek z sokiem, czy nabawić się urazu kręgosłupa (mam 27 lat i wiem, co mówię!)”. Obszerna instrukcja może wystraszyć, ale nie wpływa na trudność rozgrywki.
Do recenzji trafił również dodatek z 55 bonusowymi kartami: nowe intrygi oraz karty wpływu, wydarzeń, pomocy i pomocników. Jakość nie odbiega od podstawki, choć po wtasowaniu w znacznej części traci się możliwość odróżnienia, która karta skąd pochodzi. Adam Ponikiewski radzi kupić dodatek od razu – ułatwia start i „znacząco zwiększa regrywalność”. Wniosek: „jeden z najciekawszych polskich debiutów ostatnich lat”, balansujący na granicy gry familijnej i ekonomiczno-strategicznej, w którym zagra nawet pięć osób, więc rodzina 2+3 usiądzie do stołu w całości.
- Spółka ZOO recenzja
- Coconut Salad
- Mateusz Kiszła
- gra ekonomiczna dla 1-5 graczy
- spekulacja i lobbowanie