Planeta Mepli 6/2026, strona 61
Jak powstają recenzje gier planszowych — cz. III
Gdy recenzent siada do planszówki cz. III
„Recenzje gier planszowych najczęściej czytamy po to, by przekonać się, czy dany tytuł ma szansę trafić na nasz stół. Znacznie rzadziej zastanawiamy się, jak wygląda proces tworzenia samej recenzji”. W trzeciej części cyklu sześcioro znanych twórców odsłania swój warsztat: jak testują nowe tytuły, ile partii potrzebują przed wyciągnięciem wniosków i na co patrzą przy stole.
Krótka Kołderka, czyli Piotrek Boruszczak, zaczyna jeszcze przed otrzymaniem gry – od materiałów prasowych, BoardGameGeeka i instrukcji, na podstawie której powstają pierwsze notatki o mechanikach. Ceni tryb solo jako pomoc w nauce zasad i ocenie skalowania, notatki spisuje po każdej partii, a gotowy tekst czyta „po kilka–kilkanaście razy”. Opowiada też o dwóch potknięciach: skrypcie w Pythonie, który miał automatycznie generować materiały na YouTube’a („z perspektywy czasu widzę, że to była raczej kiepska decyzja”), i o dziesięciu partiach Voidfalla w niecałe trzy tygodnie, po których „czułem, że z samych ikon i piktogramów z gry jestem w stanie pisać wypracowania czy poezję” – a tekst nie ucierpiałby na dwóch rozgrywkach mniej.
Magdalena Czaus z kanału MadzioraGra pisze o pułapce „fajniejszego” gracza: przy ponad tysiącu gier w kolekcji patrzyła z pobłażaniem na nowicjuszy zachwyconych tytułem, który sama uznała za słaby. Dziś nie pyta, „czy gra jest wystarczająco epicka, ale komu może się spodobać i dlaczego”. Ich proces to tłumaczenie zasad „po ludzku”, testy w boju (jeśli coś zgrzyta, jej mąż Krzysiek pisze maile do autorów i wydawnictw o interpretację zasad), granie w różnych składach i opinia dopiero na końcu filmu. Denis Jasik z Sunny Board Games swoich tekstów nie nazywa recenzjami, a „zachęcaczami w 2000 znaków”, i poleca „metodę drugiego podejścia”, bo bywały gry docenione dopiero po n-tej rozgrywce. Kacper Przybylak („Zrecenzuj grę chłopie”) stawia sprawę najkrócej: „Clue moich recenzji: szczerość” – nie wierzy w obiektywizm, pisze tak, jak czuje, a najwięcej pracy wkłada w zdjęcia, bo „czasem naprawdę jest to wielogodzinna walka o dwa ujęcia na krzyż”.
Magda i Monika z Piątku z Planszówką przyznają wprost: „Nie ukrywamy, że przyciągają nas kolory” – choć aspekt wizualny nie jest już na pierwszym miejscu, a limit znaków na Instagramie zmusza je do zwięzłości. Recenzje pisze Monika, zdjęcia i rolki robi Magda. Tęczowe Kostki porównują recenzowanie do randkowania („najpierw ekscytacja, potem pierwsze wrażenie, a na końcu moment prawdy: czy chcemy do tego wracać?”) i podają najbardziej systematyczną listę kryteriów w całym materiale: mechanika, balans, czas rozgrywki i to, czy gra „szanuje” czas gracza, próg wejścia, stosunek losowości do strategii, estetyka i klimat. Nie ukrywają, jak dużo ten ostatni dla nich waży: „jako fanki Władcy Pierścieni czy Harry'ego Pottera łykamy wszystko jak młode pelikany, żeby choć na chwilę znaleźć się w naszych ulubionych światach”.
Na pytanie, czy da się być w pełni obiektywnym, odpowiadają za wszystkich: „Nie. I to jest całkowicie w porządku”. Bo dobra recenzja nie polega na stwierdzeniu „to świetna gra”, ale pomaga odbiorcy odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy to gra dla mnie?”.
- jak powstają recenzje gier planszowych
- warsztat recenzenta planszówek
- Krótka Kołderka
- Tęczowe Kostki
- MadzioraGra