Planeta Mepli 7/2026, strona 47
Emberleaf — recenzja euro od Portal Games
Pomóżmy zwierzęcej kompanii odzyskać utracony las
„Czy twórcy proponują nam uroczy tytuł niczym Everdell, czy powinniśmy spodziewać się ostrej jatki w stylu Roota?” Tym pytaniem Paulina Miodyńska otwiera recenzję Emberleafa (Portal Games, 1–5 graczy, 90–120 minut, 14+), w którym pomagamy leśnym klanom odbudować terytoria zniszczone przez wrogie armie. Odpowiedź przychodzi dopiero w podsumowaniu i jest jednoznaczna: „Niech urocze zwierzątka na pudełku nie wprowadzą nas w błąd – Emberleaf to bardzo solidna pozycja w kategorii gier euro”.
Gracze nie walczą tu ze sobą wprost; negatywna interakcja pojawia się „jedynie przy zajmowaniu miejsca lub zabieraniu komponentów, na które czai się inny gracz”. Mechanicznym sercem gry jest „taniec”: każdy ma własną planszetkę, na którą wykłada karty członków swojej kompanii, albo – zamiast zagrania – przesuwa wszystkie już leżące karty. Efekty odpalają się w zależności od rodzaju ruchu (zagrania, przesunięcia lub spadnięcia z planszetki), liczby symboli na innych kartach i dodatkowych warunków, a większość kart wraca na rękę, więc zagrywa się je kilka razy w jednej partii. Autorka pokazuje jeden konkretny dylemat: „Iść w ratusze czy w zadomawianie królików? Jeśli spełnimy warunek karty numer 1, zdobędziemy dużo punktów, ale stracimy szansę na osiągnięcie celów 2 i 3”.
Losowość jest tu niska: nie ma rzutów kośćmi, wyniki walk da się przewidzieć z góry, a wszystkie trofea – zawsze sześć, przy czym zdobycie ostatniego kończy grę – są od początku jawne. Za regrywalność odpowiadają liczne talie i losowane z woreczka komponenty startowe. Krytyka dotyczy głównie czytelności i przekładu: plansza główna „jest soczyście zielona, upstrzona rysunkami, które są miłe dla oka, ale niestety ograniczają czytelność”, imiona bohaterów zostawiono w angielskim, a promocyjny „taniec kart” to w praktyce przesuwanie kart – „zamiast złożonego fokstrota oczekujmy raczej chodzonego”. Mylący jest też „test statystyk”, przy którym „można odnieść wrażenie, że nasi futrzaści przyjaciele będą musieli podchodzić do egzaminów z matematyki”. Dochodzi do tego brak jakiejkolwiek wypraski i „mozolne sortowanie i pakowanie figurek i żetonów”.
Największą zaletą jest według autorki to, że gra „daje satysfakcję przez cały czas rozgrywki”: szybko się rozkręca, przebieg jest dynamiczny, a większość punktów spada na koniec, więc dreszczyk niepewności trwa do ostatniej chwili. Zostaje przy tym lekki niedosyt – „zawsze zostanie mieszkaniec do zadomowienia, sztandar do zdobycia, targ do wybudowania…” – i myśl o kolejnej partii. Przy rekultywacji terenów zdegradowanych pomagała Paulina Miodyńska.
- Emberleaf recenzja
- Portal Games
- gra euro dla 1-5 graczy
- gra na 90-120 minut
- mechanika tańca kart
- Paulina Miodyńska