Planeta Mepli 7/2026, strona 68
Jak powstają recenzje gier planszowych — kulisy
Gdy recenzent siada do planszówki
„Recenzje gier planszowych czytamy zazwyczaj po to, by sprawdzić, czy dany tytuł ma szansę zagościć na naszym stole. Czy jednak zastanawiamy się, jak wygląda proces ich powstawania?” W czwartej odsłonie cyklu redakcja oddaje trzynaście stron pięciu twórcom, którzy opowiadają o swoim warsztacie: ile partii potrzeba, na co patrzą przy stole i co uznają za kluczowe przy tworzeniu wiarygodnej opinii.
Leniwy Gracz zaczyna od odpowiedzialności: „Sygnujesz swoim nazwiskiem lub pseudonimem opinie, na podstawie których ludzie będą wydawali pieniądze, walczyli z instrukcją i na końcu poświęcali nieliczne godziny wolnego czasu na rozgrywkę”. Publikuje na Instagramie, gdzie limit 2200 znaków „nieraz ogranicza go w ciekawym opisie pojedynczej partii Twilight Imperium”, więc świadomie nie pisze o liczbie graczy, czasie rozgrywki ani wiodących mechanikach – „kto ma wiedzieć, ten wie”. Zamiast tego opisuje emocje, przebieg rozgrywki i wykonanie, a najchętniej porównuje: „Jeśli jakaś gra zostanie określona jako mniej interakcyjna niż Terraformacja Marsa, to możemy śmiało założyć, że mamy do czynienia z pasjansem wieloosobowym”. Jego finałowy werdykt jest zawsze ten sam: czy będzie chciał w to jeszcze zagrać i czy jego kolekcja przyjmie ten tytuł.
Zuzanna i Dominik z Planszówek na Stół – „małżeństwo, którego jeszcze żadna instrukcja nie zdołała skłócić” – mówią, że ich recenzje „w zasadzie same się tworzą”. Lubią czytać instrukcję, nawet kilka razy, zanim rozłożą grę, a w trakcie pierwszych partii nie notują nic: „Najważniejsze jest wspólne spędzanie czasu”. Nie oceniają w skali 5/10 ani 4,68/5 – „od tego są portale ze statystykami” – i przyznają, że lubią Ostatnią godzinę, choć „dużo osób uważa, że w ogóle nie powinna ujrzeć światła dziennego”. Kinga z Pod Rzuconą Kostką rozbija swój proces na trzy etapy – unboxing, rozgrywka, recenzja – i sprawdza przy tym nie tylko zasady, ale też „czy gra podoba się mojej rodzince”.
Dalia i Bartek z Myślami w planszówkach opierają recenzje na trzech filarach: mechanice, komponentach i interakcji – „im bardziej negatywna interakcja w grze, tym lepiej”. Grają zwykle trzy razy: pierwszy raz z instrukcją pod ręką, drugi bez zaglądania do zasad, trzeci w większym gronie, a czasem czekają rok, zanim napiszą cokolwiek. Nie boją się przyznać, że tytuł „zasłużył na miano PÓŁKO-wnika”. Cykl zamyka Darek Jurkowski z Gram w biegu, który wprost odmawia tytułu recenzenta: „By móc zrecenzować grę, trzeba rozegrać kilka partii. Ile dokładnie? Nie wiem”. Radzi czytelnikom, by przed zakupem sprawdzili instrukcję albo skonsultowali się z kimś innym, ceni twórców, którzy „potrafią uczciwie i wprost napisać o wadach”, i publikuje surowe kadry z rozgrywek bez podkręcania, bo woli „uniknąć rozczarowania, gdy okaże się, że efekt z dopieszczonych grafik mija się z rzeczywistością”.
- jak powstają recenzje gier planszowych
- Leniwy Gracz
- Planszówki na Stół
- Pod Rzuconą Kostką
- Gram w biegu
- Myślami w planszówkach