Planeta Mepli 5/2025, strona 44
Kapibary Herbaciary — recenzja karcianki Reinera Knizii
Recenzja
„Reiner Knizia, przepiękne ilustracje Michała Ambrzykowskiego i… kapibary! Tego połączenia nie dało się zignorować.” Katarzyna Kukla od razu jednak ostrzega: „choć tytuł brzmi uroczo, a oprawa graficzna może rozczulić nawet największego twardziela, to nie dajcie się zwieść pozorom – pod słodkim płaszczykiem kryje się gra z wyraźną nutą negatywnej interakcji”. Kapibary Herbaciary to karcianka wydawnictwa Trefl dla 2–5 osób, na około 30 minut, od 8 lat.
Próg wejścia jest niski – zasady da się wytłumaczyć w mniej niż dziesięć minut. Każdy wciela się w kapibarę przyjmującą gości na herbatce i zaczyna ze sporym zapasem ciasteczek, których celem jest zgromadzić jak najwięcej. Startujemy z siedmioma losowymi kartami zwierząt, a wśród nich może się kryć „pechowa 7, czyli kapibara”. W turze dokładamy do jednego z dwóch stosów kartę o wartości dokładnie o jeden większej niż ta, która leży na wierzchu. „Proste? Teoretycznie tak. Ale każda zagrana karta od razu wywołuje konkretną akcję, a niektóre dodatkowo przesuwają figurkę kapibary, co uruchamia kolejne bonusy” – i nagle jedno niewinne zagranie inicjuje cały łańcuszek zdarzeń, „taki mały herbaciany kombosik”.
Najcenniejsze są żetony ciasteczek, zdobywane, gdy figurka kapibary zakończy ruch na żetonie z talerzem przysmaków albo gdy wygramy rundę. W talii czają się jednak karty z kapibarą, których nie można normalnie zagrać – trzeba się ich pozbyć, przekazując je sąsiadowi albo odrzucając dzięki efektowi karty lub żetonu. „A co, jeśli choć jedna zostanie z nami na koniec rundy? Kapibara zjada nam ciasteczka. I to sporo.” Obroną jest imbryczek – figurka chroniąca przed wrednymi zagrywkami, która jednak po użyciu wraca na środek stołu, więc „imbryczka trzeba dobrze pilnować”.
Wykonanie dostaje pochwałę z jednym „ale”: solidne, wycięte z grubej tektury żetony i dwie figurki – kapibara i imbryczek – nie kartonowe standees, lecz drewniane elementy; same karty „mogłyby być odrobinę grubsze”. Ambrzykowski „wyczarował przytulny, niemal bajkowy salonik herbaciany”. Największym urokiem gry jest negatywna interakcja: „przekazanie komuś niechcianej (choć pięknej) karty kapibary albo odebranie smakołyku daje sporo satysfakcji”. Minusy są dwa: ograniczona liczba akcji, która po kilkunastu partiach daje poczucie lekkiej powtarzalności, oraz to, że negatywna interakcja może zniechęcić młodszych lub wrażliwszych graczy. Autorka poleca grę rodzinom z dziećmi i miłośnikom lekkich karcianek „z nutką złośliwej rywalizacji”, a szukającym głębokiej strategii radzi „odłożyć imbryczek”.
- Kapibary Herbaciary recenzja
- Reiner Knizia
- Michał Ambrzykowski
- Trefl
- karcianka na 30 minut