Planeta Mepli 5/2025, strona 70
Niespodziewany ratunek — zwycięskie opowiadanie konkursowe
Rozwiązanie konkursu
To rozwiązanie konkursu literackiego, który polegał na dokończeniu opowiadania „W poszukiwaniu zaginionych elfów. Część 1. Dwerlin”. Zwyciężył tekst pani Patrycji, a redakcja tłumaczy dlaczego: „zaintrygował nas swoim stylem i doskonałym uchwyceniem konwencji, która pojawiła się w pierwszej części”. Czytelnikom, którzy nie znają początku, redakcja radzi wrócić do numeru drugiego.
Akcja zaczyna się na leśnym trakcie wiodącym do miasta podpisanego na mapie jako „Aldon”. Kompas wskazuje odludzie, co krasnolud Dwerlin przyjmuje z niedowierzaniem: „To magiczne ustrojstwo chyba się popsuło. Co złodziejaszek mógłby robić na takim odludziu, okradać wiewiórki z żołędzi?” Vermer wyprowadza go z błędu – „taki trakt to świetne miejsce dla rozbójników. Mogą tu urządzać zasadzki na podróżnych” – a elfka Anaelli przypomina, że dzięki kompasowi odnalazła już trzy osoby, o których mówiła przepowiednia.
Sceneria jest gęsta i nieprzyjazna: szeroki, błotnisty trakt, wysokie drzewa o czarnej korze i krwistoczerwonych liściach, korzenie wychodzące spod ziemi, szare niebo z miarowo spadającym deszczem. „Świetnie, nie dość, że jesteśmy na odludziu, to jeszcze leje nam na głowy” – sarka Dwerlin, a Anaelli odpowiada krótko: „Są gorsze rzeczy na tym świecie, niż zła pogoda”. Wtedy półorczyca Nigga słyszy parskanie koni i skrzypienie kół.
Z zakrętu wyłania się wóz do transportu więźniów, eskortowany przez dwóch strażników w lekkich, połyskujących zbrojach, na rumakach okrytych fioletowymi czaprakami z wyhaftowanymi złotymi smokami. Vermer nie czeka: „Istnieje prosty sposób, aby się przekonać. Zaufajcie mi” – i szeptem zaklęcia w nieznanym języku zatrzymuje konie w pół kroku, unieruchamiając też strażników. Żelazna kłódka nie stanowi wyzwania dla półorczycy, a w kącie wozu znajdują skulonego młodego mężczyznę, który zasłania twarz rękami: „Zostawcie mnie! Przysięgam, że oddam waszemu panu wszystko, co ukradłem, i jeszcze coś do tego dorzucę!”
Nazywa się Kango. Wieźli go na sąd do Aldonu za okradzenie kilku zamożnych mieszczan i oszukiwanie w karty. Na jego nogach widać otarcia po kajdanach, czarne kręcone włosy sięgają ramion, a szczególną uwagę przykuwają oczy: „jedno było brązowe, drugie – zielone”. Anaelli rozstrzyga: „Jesteś właściwą osobą, kompas się nie pomylił. Już nie musisz uciekać ani się obawiać.” Chwilę później skompletowana drużyna znika w turkusowej poświacie, zostawiając żołnierzy unieruchomionych na trakcie.
- zwycięskie opowiadanie konkursowe
- konkurs literacki Planeta Mepli
- W poszukiwaniu zaginionych elfów
- opowiadanie fantasy
- proza czytelników