Planeta Mepli 5/2025, strona 77
Jeszcze głębiej — opowiadanie grozy Katarzyny Kukli
Planszoopowiadanie
„Port przesycony był zapachem soli i gnijących wodorostów, a nocny wiatr niósł skrzek mew wyrwanych z uśpienia.” Tak zaczyna się „Jeszcze głębiej…” – opowiadanie Katarzyny Kukli, które zamyka numer i jest czystą, morską grozą, opowiedzianą w sześciu nocach i epilogu.
Bohaterem jest Mark, rybak, którego ludzie w porcie omijają – „nie z szacunku, lecz ze strachu”. Mówili, że od dziecka patrzył w morze zbyt długo. „Czekał, aż odpowie.” Morze zabrało mu wszystkich: ojca i brata połknęły fale, a matkę zgasiła choroba złapana w wilgotnych mgłach portu. Gdy inni rybacy ruszają do karczmy, by utopić troski w tanim winie, Mark odwiązuje linę i samotnie wypływa w noc.
Każda noc podnosi stawkę. W pierwszej z sieci wypadają ryby o przezroczystych łuskach, „zdawały się zrobione ze szkła”, świecące bladym, obcym światłem; są zimne jak metal i cicho trzaskają, jakby pękały od środka. Kupcy cofają się przerażeni, ale kupują – „pokusa posiadania była silniejsza”. W drugiej z wody wychodzi stworzenie z parą skórzastych skrzydeł, rozkłada je gestem zbyt podobnym do próby objęcia, i rozlega się głos ojca: „Jeszcze głębiej, synu…”. W trzeciej na pokład wysypują się rybopodobne stwory o wielu parach oczu, a wzory na ich ciałach okazują się nie runami, lecz głębokimi ranami, „z których sączyła się ciemność”.
Czwarta noc jest punktem, w którym opowiadanie przestaje udawać: w sieci są ludzkie twarze – matka, brat, sąsiedzi, którzy zginęli na morzu, dzieci, z którymi biegał po podwórku. Ich usta szeptem układają się w zdanie: „Wciąż tu jesteśmy… wciąż czekamy…”. W piątej Mark widzi w sieci własną twarz, „jakby ulepiono ją z wody i gnijących wodorostów”, i słyszy: „Zostań…”. W szóstej szepty stają się chórem: „Zostań z nami…”, „Morze pamięta…”, „Jeszcze głębiej…”.
Epilog jest krótki i chłodny. Rankiem łódź Marka dryfuje niedaleko portu, sieci zwisają z burty „mokre, ciężkie i puste”. Rybacy zbierają się na nabrzeżu i patrzą w milczeniu; nikt nie chce podejść bliżej, a ten, kto w końcu wchodzi na pokład, znajduje tylko krwawe smugi na deskach – „zbyt liczne, by znalazły się tam przypadkiem, i zbyt rozmazane, by dało się odczytać, co wydarzyło się na pokładzie”. Od tego dnia z portu nikt nie wypływa samotnie.
- Jeszcze głębiej opowiadanie
- planszoopowiadanie
- Katarzyna Kukla
- opowiadanie grozy
- proza w magazynie