Planeta Mepli 5/2025, strona 40
Herbaciany Ogród — recenzja eurogry wydawnictwa Albi
W dolinie rzeki Jangcy
„Wyobraźcie sobie wczesny poranek w górzystym regionie południowych Chin. Mgła jeszcze leniwie spowija wzgórza, a promienie słońca zaczynają się przebijać przez zielone liście młodych krzewów herbacianych.” Tak Marcin Adamczyk otwiera recenzję Herbacianego Ogrodu – gry dla 2–4 osób, na 90 minut, od 12 lat, w której wcielacie się we właścicieli plantacji dbających nie tylko o plony, ale i o uznanie cesarza. „To podróż do świata, w którym spokój natury spotyka się ze strategicznym planowaniem, a aromat świeżej herbaty miesza się z presją rywalizacji o najlepsze pola i kontrakty.”
Mechanicznie to typowa gra ekonomiczna: budowanie talii, zarządzanie zasobami i umieszczanie robotników na planszy. Rozgrywka trwa pięć rund, a w każdej gracz rozgrywa maksymalnie cztery tury – trzy pierwsze są darmowe, czwarta wymaga opłaty w liściach herbaty. W turze wybiera się jedną z pięciu akcji głównych – założenie herbacianego ogrodu, zakup karty akcji, sprzedaż herbaty karawanie, fermentację albo dodatkowy zbiór herbaty – a każda wymaga zagrania kart wyznaczających jej łączną siłę: im większa, tym lepsze efekty. Do tego dochodzi jedna akcja poboczna, wykonywana tylko z wierzchniej karty właśnie utworzonego układu: produkcja filiżanek, badania nad herbatą lub żegluga po rzece. „Często konieczne będzie zarówno popłynięcie statkiem, jak i produkcja filiżanek, dlatego kolejność zagrywania kart jest kluczowa.” Akcje darmowe – postęp na torze cesarza, premia z połączonych filiżanek, powtórzenie akcji pobocznej i użycie zwoju – można wykonać w dowolnym momencie tury.
Wrażenia są bardzo dobre: „nie ma jednej drogi do zwycięstwa”, a różnorodny rozkład kafelków, losowo wykładane karty karawan i dobierane karty akcji sprawiają, że każda partia wygląda inaczej. Autor docenia też drobiazg, który zmienia planowanie – kart pozostałych na ręce nie trzeba odrzucać na koniec rundy, można je zagrać w następnej, dobierając jeszcze cztery nowe.
Krytyka jest równie konkretna. W duecie „negatywna interakcja praktycznie zanika”, a przy pełnym, czteroosobowym składzie pojawia się paraliż decyzyjny i wyraźny downtime, zwłaszcza pod koniec rund. Autor ma też uwagę do oprawy: pola herbaciane na planszy „wyglądają dość monotonnie i mogłyby być bardziej urozmaicone” – choć duży plus należy się za przejrzyste symbole i świetnie zaprojektowaną wypraskę. Podsumowanie: „tytuł jest rozbudowany pod względem dostępnych akcji, ale już po jednej partii wszystko staje się jasne”, także dla mniej wprawionych graczy. Autor z niecierpliwością czeka na zapowiedziany przez Albi dodatek Pu-erh z nowymi akcjami głównymi, dekretami cesarskimi i trybem solo. „Herbaciane listki zbierał Marcin Adamczyk.”
- Herbaciany Ogród recenzja
- Albi
- worker placement i deck-building
- gra dla 2-4 graczy
- dodatek Pu-erh