Planeta Mepli 3/2026, strona 62
Ulotne motyle — recenzja gry kafelkowej G3
Taniec kolorowych skrzydeł
„Ulotne motyle to gra, która zamiast krzykiem epickiej przygody zaprasza nas do stołu cichym trzepotem skrzydeł” – Marcin Adamczyk opisuje tytuł od G3 (2–4 graczy, 30 minut, od 8 lat) jako delikatny, spokojny i zaskakująco sprytny. Motyle trzeba zwabić do własnego ogrodu, zanim odlecą gdzie indziej albo zderzą się ze sobą i znikną bez śladu. Bo motyle, „jak to motyle, bywają kapryśne”.
Zasady są niezwykle proste. Rozkładacie planszę, stawiacie znaczniki w swoim kolorze, umieszczacie początkowe kafelki motyli z figurkami i losujecie po dwa kafelki ścieżek z woreczka. W swojej turze wykładacie jeden z nich – i właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa rywalizacja, bo motyle muszą się poruszyć, jeżeli wydłuży się ścieżka, na której przysiadły. Lecą wtedy zawsze do jej końca, bez przystanków i zmiany kierunku. Punkty zdobywacie, gdy motyl doleci na pole przyległe do rabatki oznaczonej Waszym znacznikiem; trzy kolory punktują różnie – niebieskie dają punkt, różowe dwa, fioletowe trzy – więc „czasem lepiej poświęcić te mniej punktujące, by ustawić ścieżkę pod jednego fioletowego motyla”.
To główna mechanika: macie wpływ na przemieszczanie się motyli, ale nigdy pełnej kontroli. „Dokładacie płytkę z myślą o własnym ogrodzie, a potem okazuje się, że to przeciwnik zbiera punkty” – albo, co gorsza, dwa motyle spotykają się na tej samej ścieżce, muszą odlecieć i już nie odwiedzą żadnego z ogrodów. Interakcję wzmacniają rabaty współdzielone: gdy pierwszy gracz zwabi tam motyla, drugi współwłaściciel dostaje motyla w tym samym kolorze z puli spoza planszy. „Niby mamy kompromis, niby jest sprawiedliwie, ale zawsze zostaje wrażenie, że ktoś jednak wyszedł na tym lepiej”. Gra kończy się, gdy z planszy znikną wszystkie motyle – nie ma rund ani zegara, tempo jest w rękach graczy, co autor uznaje za bardzo charakterystyczne dla projektów Reinera Knizii.
Dodatek Czarne motyle „działa jak pigułka świeżości” i jest „trochę jak ciemna, burzowa chmura nad spokojną polaną”: każdy czarny motyl w Waszych zasobach to minus dwa punkty na koniec, a „moment, gdy musicie odjąć te punkty, boli bardziej niż niezdobycie kilku niebieskich motyli”. Na pierwsze partie z dziećmi recenzent radzi wybrać wariant podstawowy, żeby maluchy nie zraziły się ujemnymi punktami. Minusy wypisuje bez ogródek: losowość doboru płytek potrafi frustrować, głębi jak na ciężkie tytuły brak, kafelki mogłyby być bardziej urozmaicone, a figurki motylków są zbyt delikatne i łatwo się wywracają. Z motylami po rabatkach fruwał Marcin Adamczyk; grę bez dodatku otrzymano od Wydawnictwa G3.
- Ulotne motyle recenzja
- G3
- gra kafelkowa dla 2-4 graczy
- gra na 30 minut
- dodatek Czarne motyle