Planeta Mepli 6/2025, strona 36
Bohema – recenzja gry o paryskich artystach
W paryskiej kawiarni
„Wieczór na Montmartrze ma w sobie coś z melancholii i szaleństwa” – tak Katarzyna Kukla zaczyna recenzję Bohemy, gry dla 1–4 osób na 45–60 minut (14+). Przy stoliku pod ścianą siedzi poeta, obok rzeźbiarz dyskutuje z malarką o naturze piękna, „ktoś mówi o wielkości, ktoś o pustym portfelu. Wszyscy o sztuce”. Wcielacie się w poetów, malarzy, rzeźbiarzy i muzyków Paryża przełomu wieków, balansując „między inspiracją a niedożywieniem, między marzeniem o sławie a brutalną koniecznością opłacenia czynszu”.
Największe wrażenie robi oprawa: ilustracje „są jak wizje po nieprzespanej nocy w atelier”, a każda karta wygląda jak fragment obrazu, który mógłby zawisnąć w muzeum d'Orsay. Mechanicznie to deck building z puzzlowym układaniem symboli. Tura odzwierciedla dzień artysty i dzieli się na trzy fazy: pobudkę, dzień i sen. Najpierw planujecie dzień, dobierając z ręki karty, których symbole – serduszka, oczy, maski i kłódki – muszą ze sobą współgrać, by przynieść punkty inspiracji. Inspirację wydajecie w fazie dnia na zwyczaje, muzy i dzieła z rynku albo odkładacie do pracowni na kolejne tury. Pracownia daje dostęp do specjalnych efektów i pozwala pozbyć się kart udręki, a te pojawiają się, gdy lekceważycie obowiązki – czasem odbierają inspirację, czasem ograniczają działanie, ale zawsze przypominają, że „życie artysty nie jest usłane różami”.
Recenzja nie ukrywa problemów. Bohema „donikąd się nie spieszy”: pierwsze partie potrafią ciągnąć się leniwie, a po kilku rozgrywkach widać, że ścieżki do sukcesu są powtarzalne – liczy się optymalizacja układu symboli i sprawne wykorzystanie pracowni, więc „każda kolejna partia przypomina raczej odgrywanie dobrze znanej melodii niż jazzową improwizację”. Interakcja jest subtelna, finał sprowadza się do wyścigu po ostatnie osiągnięcie, żetony pracowni nie mają koloru gracza, a instrukcja bywa nieprzejrzysta, zwłaszcza przy kumulacji efektów kart. Najboleśniejszy zarzut dotyczy klimatu: „magia paryskiej kawiarni znika pod warstwą ikonek”, a wprowadzony motyw opowiadania o swoim dniu działa tylko przez chwilę.
Osobno wspomniany jest tryb solo w dwóch odsłonach – podstawowej i z trzema scenariuszami – naprawdę wymagający, bo autorka przyznaje, że dotąd każda jej próba „kończyła się artystyczną porażką”. Werdykt jest piękny i chłodny zarazem: partia w Bohemę „pachnie natchnieniem, smakuje melancholią, ale czasem wychodzi się z niej głodnym”, a dla szukających zaskoczeń gra może okazać się „podobna do kieliszka absyntu – zachwyca kolorem i wiele obiecuje, ale z czasem zostawia tylko lekki posmak goryczy”. Egzemplarz kupiono ze zniżki recenzenckiej od wydawnictwa Portal Games.
- Bohema recenzja
- Portal Games
- deck building dla 1-4 graczy
- gra na 45-60 minut
- Montmartre artyści
- tryb solo