Planeta Mepli 3/2025, strona 26
Nieświadomy Umysł — recenzja gry Lucky Duck Games
U wiedeńskich mistrzów
„Nieświadomy Umysł to tytuł, na który czekałem z niecierpliwością niemal od pierwszych wzmianek na Kickstarterze”. Recenzent nie ukrywa, że kupił koncept, wstępne grafiki i obietnice twórców, którzy długo dopieszczali mechanikę. Polską wersję wydało Lucky Duck Games (oryginał: Fantasia Games), autorami są Yoma, Antonio Zax, Laskas i Jonny Pac, a ilustracje stworzył duet Andrew Bosley i Vincent Dutrait. Partia dla 1–4 graczy od 12 lat trwa 60–120 minut. Pytanie postawione na wstępie brzmi: „Czy zgodnie z zapowiedziami otrzymaliśmy planszowy hit?”.
Jako członkowie Środowego Towarzystwa Psychologicznego tworzymy nowe techniki terapeutyczne, zakładamy praktykę, zwiększamy liczbę pacjentów i walczymy o tytuł najwybitniejszego ucznia Freuda – „a żeby zachować bystrość umysłu, będziemy potrzebować kawy. Dużo kawy”. Mechanicznie to jeden wielki miks: worker placement znacznikami pomysłów, set collection, rondel wglądów w trzech kolorach i trzech rozmiarach, wyścig po cele lokacji i publikacje oraz programowanie akcji – wybierając akcję, wskazujecie też, o ile pól przesunąć kałamarz po własnej planszetce, a w miejscu, gdzie się zatrzyma, wykonujecie wszystkie akcje w rzędzie rosnącej siatki. „Więc wybierając akcję, musimy dobrze zaplanować, żeby uruchomić możliwie najkorzystniejsze kombo”.
Sercem gry jest leczenie pacjentów: dobieracie kartę pacjenta, kartę traumy i dwie karty marzeń, jawną i ukrytą, a potem zbieracie serduszka, realizując cele z marzeń i puzderek. Gdy pacjent osiągnie punkt katharsis, zdejmujecie kartę traumy, bierzecie bonus i aktywujecie pasywną zdolność lub punktację końcową. Ta jedna mechanika dostaje szczere pochwały – „bardzo przyjemna i satysfakcjonująca” – podobnie jak wykonanie: gruba tektura, przezroczyste plastikowe karty traumy, klimatyczne nadruki na znacznikach. Wersja sklepowa nie ma jednak porządnego insertu, więc przy większej liczbie partii warto rozejrzeć się za własnym.
I tu przychodzą minusy, bardzo konkretne. Interakcji praktycznie nie ma – pola akcji blokujemy „trochę przy okazji, a nie intencjonalnie”. Po dwóch, trzech partiach wychodzi poważniejszy mankament: każda rozgrywka wygląda niemal identycznie, cele są zawsze takie same, same w sobie mało ciekawe, a przy tym nie da się ich zignorować, bo to one zbliżają koniec gry. W setupie brakuje zmiennych – „to bardzo archaiczne podejście, które nie przystoi współczesnym euraskom”. Klimat też nie dotarł: „Nieświadomy Umysł wypada jak eurosuchar w ładnych szatach”. Werdykt jest jednym z ostrzejszych w magazynie – warto zagrać, ale niekoniecznie mieć na półce, bo „miał być hit, a wyszła kolorowa wydmuszka”.
- Nieświadomy Umysł recenzja
- Lucky Duck Games
- Fantasia Games
- Andrew Bosley Vincent Dutrait
- gra euro dla 1-4 graczy