Planeta Mepli 3/2025, strona 21
Mesos — recenzja gry Lucky Duck Games
Zostań wodzem prehistorycznego plemienia!
„W grze Mesos przenosimy się do prehistorycznego świata i wcielamy w wodza plemienia”. Zadanie brzmi znajomo – dbać o rozwój wspólnoty przez dołączanie nowych członków, wyżywienie, wznoszenie budowli i mierzenie się z wydarzeniami – ale, jak od razu ostrzega Magdalena Solarz, „wbrew pozorom wcale nie będzie to takie łatwe”. Za grę odpowiadają Yaniv Kahana i Simone Luciani, ilustracje wykonała Kerri Aitken, a polskie wydanie przygotowało Lucky Duck Games. Partia dla 2–5 graczy od 10 lat mieści się w 30 minutach.
Pudełko jest średniej wielkości, z dobrze wykonanym insertem, a od razu w oczy rzucają się drewniane, kolorowe totemy „które nadają grze odpowiedni klimat” oraz grubsze tekturowe karty toru ofiary – po odpowiednim ułożeniu ukazuje się z nich prehistoryczny krajobraz. Recenzja od razu rozbraja pierwsze wrażenie: „po szybkim przejrzeniu instrukcji możemy mieć wrażenie, że gra jest skomplikowana – ale nic bardziej mylnego! Zasady są proste i intuicyjne”. Przygotowanie zmienia się w zależności od liczby graczy, dzięki czemu gra działa bardzo dobrze w każdym składzie.
Serce rozgrywki to tor ofiary. Umieszczacie na nim swoje totemy, rozpatrujecie je zgodnie z kaflem kolejności (od góry do dołu), a potem wykonujecie akcje wedle ich rozmieszczenia na torze (od lewej do prawej). Cały dylemat mieści się w jednym wyborze: totem bliżej początku toru da mniej kart, ale wybierzecie je pierwsi i w następnej kolejce staniecie wyżej; totem dalej da więcej kart, tylko że dopiero po innych graczach – „ryzykujemy, że ktoś sprzątnie nam upatrzoną kartę sprzed nosa”. Do dyspozycji jest sześć rodzajów kart postaci: łowcy i zbieracze karmią plemię, budowniczowie wznoszą budowle, a szamani, artyści i wynalazcy dają punkty prestiżu. „Jedno jest pewne – potrzebujemy ich wszystkich!”.
Napięcie robi żywność. Budowle trzeba opłacić żywnością, a w każdej erze wśród czterech typów wydarzeń jest posiłek – rozpatrywany zawsze jako ostatni – który każe zapłacić żeton za każdą postać w plemieniu; jeśli nie macie czym, tracicie punkty prestiżu, „mogą to być nawet trzy punkty za jedną postać!”. Recenzentka nie ukrywa też, dla kogo ta gra nie jest: „podbieranie kart innym stwarza okazję do negatywnych interakcji – kto lubi ten element w planszówkach, ten z pewnością polubi Mesos”. Podsumowanie mówi wprost, że nie da się poradzić ze wszystkimi przeciwnościami losu: „zdobywamy punkty prestiżu, by już za chwilę… je utracić”. A po partii i tak chce się spróbować jeszcze raz.
- Mesos recenzja
- Lucky Duck Games
- Simone Luciani
- gra dla 2-5 graczy
- gra na 30 minut