Planeta Mepli 8/2026, strona 41
Żywioły — recenzja karcianki Elementorum Studio
Szybka potyczka sił natury
„Niektóre gry karciane próbują zaskoczyć dziesiątkami symboli, skomplikowanymi zasadami i instrukcją, którą najpierw trzeba studiować niczym starożytny manuskrypt. Żywioły idą w zupełnie innym kierunku.” Karcianka od Elementorum Studio dla 2–5 osób, na 30 minut, od 6 lat, tłumaczy się w kilka minut: rozwijać swoje żywioły, przeprowadzać ich ewolucje i jak najszybciej okiełznać dwa z nich. Brzmi prosto – i właśnie na tym prostym szkielecie gra buduje zaskakująco dynamiczną potyczkę.
Zaczynacie od wyłożenia pięciu kart tworzących Pole żywiołów i dobrania czterech kart na rękę. W swojej turze wykonujecie tylko jedną akcję: budowanie, wzmacnianie, ewolucję, wymianę kart albo zniszczenie żywiołu przeciwnika. Karty pierwszego poziomu nie mają ograniczeń, ale wyżej pojawiają się wymagania w punktach siły, a karty mocniejszej wersji nie da się dołożyć bez ewolucji – trzeba spełnić warunki i poświęcić dotychczas budowaną sekwencję. Limit czterech kart na ręce pilnuje, by nikt „za bardzo się nie nachapał” i wymusza aktywne budowanie układów.
Najciekawsza jest tu interakcja. Nie niszczy się dowolnej karty przeciwnika: każda ma swoją moc i likwiduje tylko konkretny żywioł, „jak w naturze: ogień spotyka wodę, powietrze ściera się z ziemią”. Zniszczona karta trafia na stos odrzuconych razem z kartą atakującego, atakować można wyłącznie kartę na wierzchu układu i tylko sąsiada z lewej lub prawej strony, więc czasem warto dwa razy się zastanowić, czy opłaca się uderzyć. Recenzent podsumowuje to obrazowo: „jeśli za bardzo rozkręcicie swój ogień, ktoś może szybko wylać na Was kubeł zimnej H2O”. Negatywna interakcja narasta pod koniec partii – bywało, że gracze raz po raz niszczyli sobie układy, a bywało i tak, że jeden konsekwentnie szedł na czwarty poziom, bo po prostu sprzyjała mu losowość kart.
Krytyki nie brakuje. Po kilku partiach schemat budowania, wzmacniania i niszczenia zaczyna się wydawać przewidywalny, a kto szuka większej głębi, „może poczuć niedosyt”. Zaskoczeniem okazało się dołączenie tylko dwóch kart pomocy i mikroskopijna czcionka zasad wydrukowana na jednej ze stron – lepszym rozwiązaniem byłoby graficzne przedstawienie akcji. Brakuje też kart akcji mocniej zmieniających działanie żywiołów; może z czasem pojawi się dodatek. Na plus idzie wykonanie kart: czytelne, bez nadmiarowych informacji, z grafikami, które świetnie ukazują siły natury. „To raczej niewielki podmuch niż niszczycielski huragan” – ale czasem taki powiew wystarczy, by na pół godziny rozpętać przy stole przyjemną burzę. Żywioły próbował okiełznać Marcin Adamczyk.
- Żywioły gra karciana recenzja
- Elementorum Studio
- karcianka dla 2-5 graczy
- gra na 30 minut
- negatywna interakcja