Planeta Mepli 2/2025, strona 58
Security Breach — opowiadanie science fiction
Security breach
„Chłód. Chłód, dreszcze i systematyczny, głośny alarm z czerwonym, kolącym w oczy światłem.” Planszoopowiadanie Bartka Smasia to kosmiczny horror opowiedziany w formie zeznania: kapitan statku, wybudzony pierwszy z hibernacji, relacjonuje zespołowi ratunkowemu, co znalazł na pokładzie. Redakcja poprzedza tekst ostrzeżeniem – „tekst zawiera treści nieodpowiednie dla młodszych odbiorców” – i jest ono na miejscu.
Zaczyna się od dwóch rzeczy, które nie powinny się zdarzyć. Pierwsza: „przy kapsułach hibernacyjnych nie powinno leżeć rozszarpane ciało członka załogi w kałuży krwi wielkości małego łazika EC-092”. Druga: Midazolam z grupy B, który poza otumanieniem daje „czasowy zanik pamięci, zwany powszechnie »amnezją pohibernacyjną«” – tak dotkliwą, że załoga nie pamięta nawet, gdzie jest kantyna, a co dopiero centrum kontroli przeciwpożarowej. Narrator zwołuje naradę („to znaczy: ja mówiłem, oni słuchali. Taka już rola kapitana”), po czym wszyscy się rozdzielają. „Nie chcę mówić za innych, ale ich już nie zapytacie.”
Dalej opowieść prowadzi przez statek jak przez ciało. W magazynach technicznych nie ma nic podejrzanego poza zapachem – „jakby ktoś otworzył wnętrzności dużego ssaka i zostawił je w piecu na małym ogniu” – i wrażeniem, którego kapitan nie umie się pozbyć: „nie czułem się już jak człowiek w statku – czułem się jak intruz w martwym organizmie”. Potem są śluzowate smugi, ściana „otwarta jak rana”, kadłub rozerwany od środka, zdeformowane sylwetki z wydłużonymi kończynami i szczękami bez zębów, „jak gdyby każda z tych istot była stworzona do ssania, nie gryzienia”, oraz kokony w martwej hydroponice. Kapitan nie podejmuje walki: „Tak, kapitan uciekł. I wiecie co? Nie żałuję. Każdy by uciekł. Nawet wy.”
Najlepsza jest jednak rama całości. Zeznanie kończy się nie ratunkiem, lecz groźbą: nie wie, jak długo to coś siedziało na pokładzie Nemesis, nie wie, czy nie przesiadło się, zanim spalił transponder i zamknął ładownie, ale wie jedno – „jeśli choć jedna larwa była na statku, w którym mnie ściągnęliście — to wasze sterylne, pierdolone laboratoria już są martwe”. A potem: „zakończcie przesłuchanie. I zapomnijcie o mnie”. To krótka proza, którą czyta się w kilka minut, i jedna z najmocniejszych rzeczy w numerze.
- opowiadanie science fiction Security Breach
- horror kosmiczny
- Bartek Smaś
- proza w magazynie planszówkowym
- statek Nemesis