Planeta Mepli 10/2026, strona 40
Revenant — druga część recenzji euro od Portal Games
Razem do celu, osobno po zwycięstwo
Pierwsze spotkanie z Revenantem redakcja opisała w numerze wrześniowym. Teraz przychodzi czas na wnioski po kolejnych partiach: rozbudowane euro od Portal Games, w którym każdy dowodzi własną załogą, rozwija fregatę i zdobywa wpływy w Wielkich Rodach, a przy okazji wspólnie z pozostałymi admirałami próbuje utrzymać przy życiu uciekającą flotę. „Wraz z pozostałymi” okazuje się jednak określeniem dość umownym.
Największym ograniczeniem są tury. Cztery rundy, kapitan i dwóch kadetów – w sumie dwanaście podstawowych ruchów, z których każdy jest „na wagę złota”. Satysfakcja bierze się ze składania sekwencji, w której jedna akcja uruchamia zdolność kapitana, przesuwa znacznik i dorzuca zasoby, ale silniczka nie da się dopieścić: „zdarza się, że do pełnego domknięcia układu brakuje zaledwie jednego ruchu”. Do tego plansza nie stoi w miejscu – część pól akcji leży na statkach, a te mogą się przemieszczać albo zostać zniszczone.
Osobny wątek to pytanie, czy Revenant jest grą semikooperacyjną. Pierwsze partie bywają „zaskakująco pokojowe”, ale wpływy zależą od tego, ile statków danego Rodu przetrwa – więc utrata cudzej jednostki bywa „tragedią dla ludzkości. Tylko czasem akurat całkiem korzystną dla nas”. Wspólnego przegranego tu nie ma i recenzentce trochę tego brakuje.
Zastrzeżenia są konkretne: nieintuicyjna ikonografia przy braku indywidualnych pomocy gracza, przez co jeden glosariusz krąży wokół stołu; drobne niedopatrzenie w polskiej instrukcji; długi downtime; oraz pudełko „odrobinę za małe na to wszystko”. Konkluzja jest mimo to jednoznaczna: po opanowaniu języka gry „wszystkie te niedogodności przestają mieć większe znaczenie”. Między współpracą a zdradą lawirowała Katarzyna Kukla.
- Revenant recenzja część II
- Portal Games
- worker placement
- gra dla 1-4 graczy
- gra na 120 minut