Planeta Mepli 10/2026, strona 49
Koty z Kioto — recenzja karcianki Muduko
Kocie przechadzki po mieście
Punktem wyjścia jest maneki-neko – popularne w Japonii figurki kotów machających łapką, które mają przynosić szczęście. Nocne wędrówki tych indywidualistów stały się motywem Kotów z Kioto, najnowszej gry wydawnictwa Muduko. To karcianka zamknięta w niewielkim pudełku, w którym mieści się instrukcja i aż 110 kart: 81 kart akcji, 20 kart specjalnych i karta pierwszego gracza.
Zasady są krótkie. W swojej turze dobieracie trzy zakryte karty, odkrywacie je po kolei i rozdajecie – po jednej każdej osobie przy stole. Każdy kładzie otrzymaną kartę przed sobą, kolejne dokładając po prawej i tworząc rząd. Po każdej turze podlicza się punkty, a gdy ktoś uzbiera 13, runda się kończy i pechowiec odrzuca wszystkie swoje karty. Pozostali zachowują karty z dzwoneczkami, a gra kończy się, gdy ktoś zbierze trzynaście dzwoneczków.
Całą sól robią karty specjalne. Jeden z kotków „pozwala zebrać nawet 18 punktów”, inny usuwa ostatnią kartę dodaną do rzędu, a jeszcze inny działa jak tarcza. Rada recenzentki brzmi: „trzymaj kartę-tarczę w pogotowiu, nie zagrywaj jej od razu, bo może Ci pomóc spaść na cztery łapy w późniejszym etapie gry”.
Jedna uwaga pada wprost: deklarowane przez wydawcę pół godziny to spore przeszacowanie. Po kilkunastu partiach okazuje się, że rozgrywkę da się skończyć nawet w pięć minut – w jednej przeciwnik zebrał 13 punktów w trzech ruchach. Taka losowość jednych bawi, innych może frustrować. Werdykt mimo to jest ciepły: proste zasady, przeurocze ilustracje i doza negatywnej interakcji. Miautastyczne przygody przeżywała Monika Stachniuk.
- Koty z Kioto recenzja
- Muduko
- gra karciana rodzinna
- gra dla 2-5 graczy
- negatywna interakcja